WIERSZE DLA DZIECI

CZTERY PORY ZABAW
(Poemacik dla dzieci)
Witam Was, chłopcy oraz dziewczynki!
Czy można do Was - na pół godzinki?
Mam już sześć latek, na imię Tolek
i jestem grzeczny - niemal aniołek.
	Czapka nikomu z głowy nie spadnie,
	gdy Wam pomogę bawić się ładnie.
	A ze mną wszystko bawić się skore,
	bo znam zabawy na każdą porę.

    1. ZIMA

Na przykład w zimie lepię bałwanki,
chodzę na narty, chodzę na sanki.
A gdy mróz mocny chwyci sadzawkę,
łatwo z sadzawki robię ślizgawkę.
	Już wkładam buty z mymi łyżwami,
	pędzę po lodzie cały rumiany.
	Bo lubię w zimie ślizg łyżew słodki,
	o, jeszcze bardziej niż latem wrotki.
A oprócz łyżew zimowe bale
tak jak nikomu - sam sobie chwalę.
I jeszcze śnieżki jak białe pączki
w zimie rad bardzo wyrzucam z rączki.
I jeszcze kulig w zimie jest fajny,
czy tylko dla mnie? Ano spytajmy!
	Lubicie kulig, Kasiu i Piotrze?
        A ty, Martusiu? Widzę, że owszem.
        Tak czy inaczej dla mądrych dzieci
        wśród pięknych zabaw zima przeleci.
A gdy przeleci, nie ma obawy:
kończy się zima, lecz nie zabawy!

    2. WIOSNA

Już wczesną wiosną słoneczko rude
na siedem wiatrów przegania nudę.
Są pierwsze listki, pogoda dobra -
- możemy wreszcie w zielone pograć!
        W siatkówkę pograć i nożną piłkę,
        Sportowym, zdrowym żyć wciąż wysiłkiem.
        Można się ścigać z pieskiem lub kotkiem,
        cukrową watę i dropsy słodkie
jeść na wyścigi i lizać lody.
Takie to wiosną są już przygody.

    3. LATO

A co nas czeka o letniej porze?
O, bardzo dużo: wyjazd nad morze,
w góry wysokie lub na jeziora!
Mym zdaniem lato to piękna pora.
        Pyszne kąpiele w rzece i w morzu,
        ciepło jak gdyby wdziało się kożuch,
        chłodne napoje, zabawy w berka
        i ptak, co latem najsłodziej ćwierka.
Jazda na wrotkach i na rowerze
i drzewa w parku, i leśne jeże.
Na grubą rybę czyhanie z wędką,
chodzenie wolno, bieganie prędko.
	Rejsy kajakiem, skoki do wody,
	a na kolację z cukrem jagody.
	A przy ognisku wieczorem w lecie
	najmilej  w świecie śpiewa się przecież!
Pęka w ognisku gałązka z trzaskiem:
Jaś na patyku piecze kiełbaskę.
A potem zjada, przegryza bułką,
uszy się trzęsą, pot zrasza czółko!...
	Takie to w lecie zabawy mamy,
	chyba najlepsze ze wszystkich znanych.

    4. JESIEŃ

Choć już chłodniejsza, do płaczu skorsza,
przecież i jesień nie chce być gorsza.
Więc obsypuje nas kasztanami,
czerwonym słońcem staw w parku plami.
	Rzuca żołędzie w maleńkich czapkach
        i najsmaczniejsze jesienią jabłka.
        Wiele kolorów w koło się mieni
        nie kiedy indziej, tylko w jesieni.
Zwłaszcza w jesiennym parku przy stawie
cała jest gama kolorów prawie.
Nic tylko zdjęcia cykać i pstrykać
w połowie września lub października!
	Takie to jesień daje zabawy.
	Całkiem przyjemne, nie ma obawy.
I na tym muszę już się zatrzymać,
bo po jesieni znów będzie zima.
Wszak pięcioletni nawet chwat szczery
wie: pory roku są tylko cztery.
	Więc pora roku, gdy raz się zdarza,
	po jakimś czasie znów się powtarza.
Toteż zabawy co robić mają?
Także po roku się powtarzają.
Dlatego mogą powyższe rady
przez sto lat służyć Wam, bez przesady.
	Na „do widzenia” nie powiem dużo:
	niech, skoro mogą, tyle Wam służą!

---KONIEC---
ANIA Z WIOSKI WÓLKA

Pewna Ania z wioski Wólka
wyglądała niby kulka.
Krótko mówiąc: była gruba.
Choć jej lok się wił jak śruba
i choć oczy jak migdały
spod jej powiek poświecały,
wszystkie dzieci bez wahania
przezywały Anię-Bania!
	Jaś kosmaty z długim nosem;
	Staś, co lubił kluski z sosem;
	Zdziś, złośliwy krasnoludek;
	mały Romuś, bobo chude;
	Krzyś, co robił głupie minki,
	a poza tym i dziewczynki:
	Ala, kota właścicielka;
	Ola, cienka, ale wielka;
	Wandzia z grubym warkoczyskiem,
	oraz dwie krewniaczki bliskie -
	- Magdalenka i Dorotka,
	pierwsza kwaśna, druga słodka.

Poszła Ania do urzędu.
"Czy trudności jakieś będą?
Mam na imię Ania, ale
Anią nie chcę być już wcale.
Chcę mieć imię Katarzyna,
bo to nic nie przypomina".
Pan urzędnik głową skinął:
"Dobrze, będziesz Katarzyną".

 Upieczona świeżo Kasia
jak melodia była ptasia,
więc z początku żadne z dzieci
nie umiało słowa sklecić.
Lecz wnet sprawa szła na nowo,
znów o jedno głupie słowo.
Dzieci Kasię zwą Grubachną,
bo rymuje to się z Kachną.
	Jaś kosmaty z długim nosem;
	Staś, co lubił kluski z sosem;
	Zdziś, złośliwy krasnoludek;
	mały Romuś, bobo chude;
	Krzyś, co robił głupie minki, 
	a poza tym i dziewczynki:
	Ala, kota właścicielka;
	Ola, cienka, ale wielka;
	Wandzia z długim warkoczyskiem,
	oraz dwie krewniaczki bliskie -
	- Magdalenka i Dorotka,
	pierwsza kwaśna, druga słodka.
Bo zabawa każda (owszem!)
się odbywa czyimś kosztem.
Jeśli Kasia ( jej to miano? )
nie chce, żeby z niej się śmiano,
niech odpowie na śmiech - kpiną,
pastwą śmiechu innych czyniąc.
Tylko niech to zrobi sprytnie;
wtedy lepszy kawał wytnie,
że dzieciaki, śmiechu chciwe,
wejrzą w oczy jej z podziwem.
WIERSZE Z TOMIKU BUTELKA DLA DANIELKA:
MÓJ MAŁY WNUSIO

Mój mały wnusio
umie już usiąść.
I choć w krąg zbóje,
dzielnie raczkuje.
Zbóje? A - jacy?
Lew. I pajacyk.
Wyrośnie z szelek
wkrótce Danielek!
ŁEZKI DANIELKA

Pani w fartuszku
i w białym czepku
wbiła ci igłę
pod skórkę. Kiepsko!

Trochę bolało.
Lecz już nie boli.
Tyle, że Daniel
w łezkach ma polik.

Bo jeszcze świeżo
trzyma w pamięci,
co z woli mamy
czasem się święci.

Gdy już przestaniesz
małym być bąkiem,
za dobro, wnusiu,
uznasz szczepionkę!
MAMA, TATO I  DANIEL

Mama i tato
- minę rozaniel -
są kimś, z kim tak to
przebywa Daniel,

jak... tylko z nimi.
Choć może jeszcze
z ich najbliższymi,
iż rzecz tak streszczę.

Lecz na biegunach
sam nawet źrebak
tak jak mamunia 
nie chyli nieba.

Tatuś natomiast
-śmiech otwarł usta-
jak nikt rękoma 
pod niebo huśta.

Co tak z tym niebem
ja, Danka dziadek
jak z cyfrą siedem
tydzień tu jadę!

Niebo najlepiej
wygląda z dala!
Choć o nim wspomni,
kto coś zachwala.
TEN MAŁY CHŁOPCZYK

Zrobi porządki
znów z zabawkami
mama, gdy Daniel
pobałagani.

Ten mały chłopczyk
mało też spsoci.
I nauk przyjmie
ciut - po dobroci.

Lecz nim go dotknie
życie wśród obcych,
żyje wśród swoich
ten mały chłopczyk.

Swoi - przez wzgląd też
na własne dobro -
z tobą, Danielu,
do celu pobrną.

Jest dobra droga
warto, byś szedł nią:
zawsze zachowuj
się odpowiednio.
TU NA TYM ŚWIECIE

Co Daniel jada,
że tak urósł?
Czy czekolada
to, czy czips?
Nie! Je utarte
- szuru, szuru!-
jabłko na tarce!
Ładny gips?
Gdy się pobawi 
z babcią, z dziadkiem,
i dom postawi
z klocków stu,
by sił dać dowód,
ma zagadkę:
czy bez powodu
t a k  jest tu?

Tu, na tym świecie,
gdy się znalazł
jak kwiat w bukiecie
Daniel nasz,
że pięknie jest tu,
wiedział zaraz.
Choć wiem, Danielku:
ból też znasz.
Przez mózg myśl przemknie:
"dalej grasz?".