WIERSZE RÓŻNE

Fragmenty poematu "Intelektuum"

Wiedza pomaga twórczej zabawie.
Więc chłońmy wiedzę jak żaby w stawie
chłoną opadłe na taflę muszki. 
Choćby bolały palców opuszki,
bijmy w klawiszki swych komputerów.
Twórczej zabawy głośnych numerów
Życzy kominiarz oraz kamieniarz!
Bawiąc się, świat ten na lepsze zmieniasz.

A zresztą! Kto tam wie, co jest dobre!
Co zwalczał będę, a kogo poprę?
Wszystko jednaka, jedna cholera.
Przypadek, kogo tam się popiera,

a kogo zwalcza. Ja wierzę w rymy.
Wierzę, że myślą wszyscy stoimy.
I też dlatego dowieść próbuję,
że to jest dobre, co myśl promuje.

Co nie dla wszystkich jest oczywiste.
Co jest najczęstsze? Butelka „czystej”!
Dość mam narzekań na głupie masy.
Ich nie poruszą najwyższej klasy

mowy poetów i polityków.
Gdzie indziej trzeba szukać czynników,
które cokolwiek w stanie są zmienić.
Nowe wieszaki z starych szubienic
zrobić, bo płaszczy co rusz przybywa 
               \
Niech ludzie mówią: "daj sobie siano
nikomu na nic trud twój się nie zda".
Mnie jest potrzebna podróż śródgwiezdna,
choćby złudzeniem były przestrzenie,
które ogarniam gnając po scenie.
Scena, widownia, aktorzy, teatr.
Jeszcze gra we mnie taka idea.
               \
Zdrowie.  O tobie pisano księgi.
We mnie gen zdrowia nader nietęgi.
Ratunku szukam w myśleń gonitwach,
tak jakem dawniej szukał w modlitwach.
                \
Z oddaniem swoją rolę uprawiam.
Słów klocki twórczo co rusz ustawiam.
Że to potrzebne, ja mocno czuję.
Z oddaniem swoją bzdurkę rymuję.

To już i inni zauważali,
że ogień płonie, gdy coś sie pali.
Ja rymowanką moją się wzruszam,
czym układ nieba nieco naruszam.
		\
Myśl to pierwiastek nader nietrwały
Kończę już pieśń swą, mało zostało 
do odśpiewania. Już prawie całość
poszła w przestworza, czasu odchłanie.
To podpowiada jeszcze mi pamięć

by nigdy nie rzec, że się poddaję.
Jeszcze szelestem swoim ruczaje
nęcą do biegu, co się nie kończy,
jeszcze nadstawia karku koń rączy

i  zwykłe życie  do  nóg się łasi
swój demonstrując śpiewunek ptasi.
Umierać nie chcę, życie mi miłe,
chociaż czy kiedy naprawdę żyłem?



MYŚLOWA SUBSTANCJA
 
Błogie chwile chwytania natchnień.
Bóg - myślowa jest to substancja.
Byt wiecznością wieczorną pachnie.
Raczę grą się - słońca i tańca.
 
Doskonałość przemawia dłonią,
w której dzierżę złociste pióro.
Wkrąg aniołów twarze się płonią
renklodową lic konfiturą.
 
Brąz herbaty czernią już nabiegł
Mdłe się wadzą sąsiadów waśnie.
To szalony zgoła przypadek,
że istnieję jako ja właśnie!